Nie mam kompletnie nic wspólnego z Poznaniem, ani nie mam tam rodziny, ani nie byłam tam nawet (muszę kiedyś koniecznie nadrobić). Ale ostatnio chodziły i prześladowały mnie pyry z gzikiem. To ktoś w TV gotował, to na jakimś blogu gdzieś mignęło. Więc - co by już się nie męczyć - zrobiłam. Bez konkretnego przepisu - po swojemu. Szymon, czyli Pan-Nie-Lubię-Cebuli, wcinał jak szalony, jeszcze na drugi dzień pytał czy znów zrobimy "te pysniutkie ziemniaczki z tą pysniutką sałatką" (gzikiem znaczy). Nawet Zuzka wcinała, z surową cebulą, a co!
Składniki:
- pyry (ile kto zje)
- 250-300g twarogu
- 300g śmietany kwaśnej
- cebula
- koperek - porządna garść
- sól, pieprz do smaku
Wykonanie:
Ja upiekłam ziemniaki w kominku, owinięte - każdy jeden - w folię aluminiową, włożone w żar, były gotowe w 20 minut. W misce wymieszałam podrobiony twaróg ze śmietaną, cebulą pokrojoną w kostkę, posiekanym koperkiem, doprawiłam solą i pieprzem. I tyle. Pyszne żarcie, minimum wysiłku. Nawet małżonek, który nie przepada za twarogiem ze śmietaną stwierdził, że myślał, że będzie gorzej, a jest naprawdę dobrze. Wiwat pyry!









