Propozycja na walentynki, chociaż ja już wyrośnięta z walentynkowania. Ale co tam - zawsze to okazja do fajnie podanego deseru.
Tak więc - obchodzić nie trzeba, a zjeść można - Panna Cotta palce lizać! I truskawy!
Składniki:
- 1 szklanka śmietanki kremówki 30%
- 1 szklanka mleka 3,2%
- 100 g gorzkiej czekolady
- 1 łyżka gorzkiego kakao - Anna Olson kiedyś powiedziała, że odrobina kakao podbija smak czekolady i tego się trzymam!
- 3 łyżeczki żelatyny
- truskawki - ja dałam mrożone
- cukier puder - do smaku
- czekolada stopiona w kąpieli wodnej na maziaje
Wykonanie:
Żelatynę namoczyłam w 3 łyżkach wody. Mleko, śmietankę, cukier i kakao doprowadziłam do wrzenia (nie gotować!), cały czas mieszając, gorące zdjęłam z gazu. Dodałam do tego połamaną czekoladę i mieszałam dopóki nie rozpuściła się zupełnie.
Do mieszaniny czekoladowej dodałam namoczoną żelatynę i mieszałam dobre 2 minuty, aż się caluśka rozpuściła. Po ostygnięciu rozlałam płyn do naczynek (ja konkretnie do silikonowych foremek muffinkowych, ale może być do filiżanek itp). Wstawiłam do lodówki do stężenia - 4-5 godzin. Po tym czasie wyłożyłam panna cotte na talerzyk (można na moment włożyć naczynko do wrzątku).
Truskawki zmiksowałam z cukrem i przecedziłam przez sitko, żeby nie było pestek. Polałam deser - świetne połączenie. Rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladą pomaziałam deserek. Wyszło bosko!




















