Dzisiejszy obiadek sponsorowało nam moje gapiostwo. Otóż od czwartku chodziły za mną kluski z serem i skwarkami. Składniki potrzebne do tegoż dania posiadałam w osobistej lodówce. Ale w czwartek wieczorem było już za późno, wczoraj piątek i było bezmięsne jedzonko. Więc dziś! Z tym, że na śniadanie zrobiłam twarożek ze szczypiorkiem, a następnie popisowo ulotniło mi się to z głowy.
Na zakupach na śmierć zapomniałam, żeby kupić twaróg. Przypomniałam sobie dopiero, gdy chciałam go wyciągnąć z lodówki w celu pogniecenia. No pięknie, woda na makaron wrze, boczek na patelni skwierczy wesoło i się rumieni, a serka nie ma...
Dwa wyjścia - lecieć do sklepu albo kombinować z tego co mam. Po bardzo krótkiej chwili i ocenie zawartości lodówki wybrałam bramkę numer dwa. I tak powstał naprawdę dobry sos carbonara.
Składniki:
- opakowanie makaronu - u mnie świderki, bo takiego najczęściej używam do klusek z serem
- 20dkg boczku wędzonego
- 300 ml śmietanki kremówki
- 3 żółtka
- 2 ząbki czosnku
- 4 gałązki rozmarynu
- ser żółty - pewnie najlepszy byłby parmezan, ale nie miałam. Użyłam więc jakiegoś zwykłego.
- sól, pieprz
- pół pęczka natki pietruszki
Wykonanie:
Wstawiłam osoloną wodę na makaron. Wrzuciłam go do gotowania dopiero jak boczek był złoty i ugotowałam al dente.
Boczek pokroiłam w drobną kostkę i zrumieniłam na patelni. Dodałam do niego czosnek, listki rozmarynu i wlałam połowę śmietanki. Gotowałam to przez 2-3 minuty. Drugą połowę śmietanki roztrzepałam z żółtkami i wymieszałam ze startym serem. Wlałam do boczku i gotowałam króciuteńką chwilę, żeby się nie zagotowało i nie ścięło. Taki sos wlałam do odcedzonego makaronu i wymieszałam dokładnie, by oblepił każdego klucha. Posypałam wszystko natką. Mniam! Nie żałuję klusek z serem!
























