Jestem na Montignacu od 5 tygodni. Póki co 6 kg poszło precz... oby tak dalej, bo zewsząd dużo pokus. Do tego brak czasu na gotowanie. Wczoraj się wściekłam się na siebie samą, bo już nie pamiętam kiedy chleb piekłam. Mąż Trzaska je kupczy, dzieci zresztą też, a ja jadę na muffinach MMowych albo na chrupkim. Koszmar.Wczoraj wyciągnęłam Zygmunta i Zenka z lodówki, zakwasy moje dwa znaczy, przeprosiłam je, zrobiłam im nowe stylowe ściereczki w różową kratkę do przykrycia i nakarmiłam porządnie. Za chwilę dokarmię drugi raz a jutro piekę hurtowo. I wracam na bloga, powoli się rozluźniło czasowo. Samych zaległych przepisów mam dobrych kilkanaście. Więc do dzieła!
Na początek znów szybko, bo padam na tak zwaną paszczę i zaraz zasnę.
Montignacowa soczewica w pomidorach:
Składniki:
- 100g zielonej soczewicy (waga suchej soczewicy)
- 1 puszka pomidorów (bez cukru!)
- 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
- 1/3 filiżanki posiekanej kolendry (kto nie lubi niech da natkę pietruszki)
- 1 cebula
- 1 ząbek czosnku
- 1/2 papryczki chili (zależy rzecz jasna od preferencji smakowych i ostrości papryczki)
- sól, pieprz do smaku
Wykonanie:
Soczewicę przepłukać na sitku, wrzucić do osolonego wrzątku i gotować jakieś 10-12 minut (ja lubię jak chrupie). Odcedzić i z powrotem do gara.
Dodać pomidory rozdrobnione, cebulę posiekaną w kostkę, przeciśnięty przez praskę czosnek i pokrojoną papryczkę. Doprawić koncentratem , solą i pieprzem. Dusić jakieś 10 minut. Po tym czasie wsypać kolendrę i wymieszać. Wcinać.
Mi smakuje, kwaśne od pomidorów z bardzo lubianą przeze mnie nutą kolendry. Ciut ostre. Fajne na weekendowe śniadanie albo na kolację.




