poniedziałek, 14 października 2013

Trzaski w Sielsko Anielsko

Miło czasem się polenić. Dzięki akcji "Blogerzy smakują" portalu Uroda i zdrowie zamiast gotować niedzielny obiad byliśmy ugoszczeni przez jedną z moich ulubionych lubelskich restauracji - Sielsko Anielsko. Restauracja znajduje się na Starym Mieście na ulicy Rynek 17. Jest świetnym miejscem na spotkania ze znajomymi przy dobrym jadle i szklance piwa, tudzież innego trunku - co kto lubi. 



Lokal jest przytulny, wystrój bardzo rustykalny. Czuć atmosferę staropolskiej wsi. Począwszy od bielonych ścian, szydełkowych obrusów na stołach, kilimów na ścianach, poduszek na ławach, czy mebli na których stoi mnóstwo klimatycznych bibelotów, sezonowych warzyw i owoców, aż do glinianych naczyń, na których serwowane jest jedzenie. 








Nawet w ogródku nie brak wiejskich akcentów. Na środku ogródka stoi studnia z koszami pełnymi kwiatów, meble są drewniane, bielone i ozdobione rustykalnymi malunkami. Niemal jak skansen. I o to wszak chodzi. 

 
 
 
 
 

Obsługa w lokalu jest bardzo miła i kompetentna. Kelnerki ubrane są w stroje przypominające ludowe. Rzadko zdarza się czekać na przybycie kelnerki. Chwilę po przybyciu dostaliśmy menu, a że korzystając z ładnej pogody postanowiliśmy zjeść w ogródku zaproponowano nam koce, co by nam ciepło było. Karta dań jest bogata, ale nie przeładowana. Ja wybrałam sobie polędwiczki wieprzowe w sosie grzybowym, a do tego kopytka i surówkę z czerwonej kapusty. Mąż zdecydował się na golonkę po zbójnicku w sosie karmelowo-czosnkowym. Znając wielkość porcji serwowanych w tej restauracji stwierdziłam, że dzieci najedzą się razem z nami i miałam rację (jak zwykle! ;) ). 



Na przystawkę tradycyjnie podawany jest smalczyk ze skwarkami, twarożek ze szczypiorkiem i ogórki kiszone (w sezonie ogórkowym małosolne). Do tego pyszny chlebek razowy i pszenny. To chyba ulubiona pozycja w menu Trzaskowych dzieci. Kanapki z twarożkiem i ogórkami wcinały, aż im się uszy trzęsły. Starsze Trzaski skupiły się na smalczyku. Jedno i drugie świetne!



Na dania główne nie czekaliśmy specjalnie długo. Jak już wcześniej pisałam, wszystkie potrawy podawane są na świetnych glinianych talerzach, a herbata w glinianych kubasach. 
Moje polędwiczki były mięciutkie i soczyste w pysznym śmietanowym sosie z grzybów leśnych. Kopytka, a raczej kopyta, bo na długość to tak ze 3 razy dłuższe od normalnych kopytek, usmażone na chrupiąco, a w środku mięciutkie.





Golonkę zaserwowano ze smażonymi ziemniaczkami, bo tak zażyczył sobie mąż Trzaska. Bardzo ciekawa w smaku, bo oczywiście musiałam spróbować. Muszę pokombinować u siebie w kuchni i coś takiego wymodzić, bo sos karmelowo-czosnkowy pyszny. 






Po tak sutym obiedzie nie byłam w stanie myśleć o deserze, ale moje dzieci rzecz jasna były w stanie myśleć i jeść, tym bardziej, że wspomniałam o lodach. Gdybym sobie zamawiała, to wzięłabym kruszonkę gruszkowo-śliwkową z lodami, bo jadłam ją już nie raz i uwielbiam. Ale dzieciom wzięłam gorącą szarlotkę z lodami. Spróbowałam, rzecz oczywista. Świetny deser. Pachnąca jesienią szarlotka i do tego pyszne kremowe lody. 




Nowością w karcie dań są nalewki domowej roboty. Jako miłośniczka takowych wytworów podpisuję się pod tą ideą wszystkimi kończynami. Tym bardziej, że kombinacje smaków oferowanych w restauracji,  są niezwykle interesujące.


Ceny dań, deserów i napojów są przystępne i adekwatne do jakości i ilości jedzenia. 
Podsumowując nasz niedzielny obiad w Sielsko Anielsko. Warto! Warto się wybrać do tej restauracji. Wie o tym zresztą chociażby mój znajomy nadmorski fotograf Maciej Koniuszy, który ilekroć nas nie odwiedza, to tradycyjnie doprasza się wizyty w Sielsko Anielsko na michę pierogów. Polecam!

4 komentarze:

  1. może trochę się poprawili, jak widzę ze zdjęć, ja byłam z mężem 5 razy w ciągu kilku lat i jedynie co mi smakowało to piwo, reszta dań nie do przyjęcia.

    pozdrawiam slubnyszyk.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często tam bywam ze znajomymi, na piwie, na jedzeniu, na kawie z deserem. Chyba nie zdarzyło się, żeby ktoś miał większe zastrzeżenia. Ale każdy ma swój smak :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Ładny wystrój lokalu i sentymenty jakie, to we mnie budzi (podobny wystrój był w domu moich dziadków) przemawiają za tym, że bywam tam bardzo często. Domowa kuchnia oraz sielskie piwo mają jak widzę wielu amatorów, bo często trudno tam o wolny stolik.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja Babcia miała w domu identyczny zegar:)

    OdpowiedzUsuń