Jakoś nie mogłam w tym roku dojść po rabarbar, więc rabarbar przyszedł do mnie. Nogami sąsiadki przyszedł. No to przyjęłam go i dziś upiekłam. A co! Sam chciał. I zrobiłam z niego jogurtowe coś.
Składniki:
- jogurt naturalny
- rabarbar
- trochę cukru do posypania rabarbaru (ja dałam fruktozę)
- miód, najlepiej płynny
- cynamon albo przyprawa do kawy i deserów Kamisu - uwielbiam
Wykonanie:
Nie podawałam proporcji, bo to wybitnie danie na oko. Rabarbar umyłam, pokroiłam w 2 cm kawałki, posypałam odrobiną cukru, rozłożyłam równomiernie na blasze i piekłam 20 minut w180C, aż był miękki, ale w kawałkach a nie breja.
Jogurt zmiksowałam blenderem - rózgą, aż zrobił się puszysty. Wlałam do szklaneczek, do tego przestudzony rabarbar i trochę soku z niego. Miód do smaku i na wierzch przyprawa do deserów. Listek melisy w roli wisienki na torcie i zjadamy.
Jak to stwierdziła Aga - odświeżające. Kwaskowe nieco (moje mocno bo malutko miodu dałam), przyprawy korzenne świetnie pasują do rabarbaru. Jak ja się cieszę, że przełamałam niechęć z dzieciństwa do tych łodyg. Chociaż kompotu dalej nie lubię, ha!
Przepis ląduje w akcji rabarbarowej!



