Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiaty na talerzu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiaty na talerzu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 kwietnia 2018

Kwiatowe złoto

Gosia z Trochę Innej Cukierni nieustannie mnie inspiruje. Niesamowita dziewczyna z wielką wiedzą o roślinach. To dzięki niej nauczyłam się wykorzystywać w kuchni kwiaty i dzikie rośliny. 


Dziś forsycja. Do tego roku nie zdawałam sobie sprawy z jej dobroczynnych właściwości, ale poczytałam trochę i dowiedziałam się, że:
- ma aż 1% rutyny - ma właściwości antyoksydacyjne, przeciwzapalne, uszczelnia naczynia krwionośne;
- działa przeciwalergicznie, oczyszczająco, moczopędnie;
- obniża poziom glukozy we krwi.
Warto zapoznać się bliżej z tą rośliną, bo jest bardzo wartościowa.




Ja na razie przetestowałam kwiaty forsycji w sałatce, jako smaczną ozdobę ciasta, napar z forsycji (garść kwiatów parzyłam pod przykryciem 20 minut i dosłodziłam łyżeczką miodu - pycha). A dziś zrobiłam syrop na zimę. 


Syrop z kwiatów forsycji

Składniki:
100 g kwiatów forsycji
1 litr wody

1 kg cukru
sok z 2 cytryn

Wykonanie:
Zebrane kwiaty rozłożyć na gazecie na 2 godziny, żeby żyjątka goszczące w kielichach miały szansę z nich uciec.
Po tym czasie zalać forsycję 1 litrem wody i gotować 20-30 minut.
Odstawić w chłodne miejsce na 12-15 godzin.
Przecedzić kwiaty i do "wywaru" dodać 1 kg cukru i sok z 2 cytryn. Gotować przez 40 minut, uważając żeby nie wykipiało (ja za słabo uważałam i kuchenka do mycia :D ).
Zlać do wyparzonych słoików, zakręcić. Ja nie pasteryzuję.

Wyszły mi 3 słoiki, ale pewnie jeden wykipiał...


Robiłam ten syrop pierwszy raz i zamierzam wykorzystać go jako słodzik do herbaty, jako syrop dla dzieciaków wzmacniający odporność. 

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Fiołek na widelcu

Spojrzenie pełne zdziwienia i lekkiego rozbawienia, uśmieszek w stylu "kompletnie jej już odbija". A wszytko przez to, że postanowiłam dołączyć do akcji Klubu Kwiatożerców. Na pierwszy ogień poszły fiołki, które rozpleniły się po maminym ogródku jak chwasty. A że sad jeszcze w tym roku w ogóle jeszcze nie pryskany, czysty, to narwałam z Szymkiem pierwszy rzut tych cudnie pachnących kwiatuszków - fiołków wonnych. Fioletowe, słodkie. Mąż Trzaska usłyszawszy, że będziemy to jeść rzekł "na pewno!" i bynajmniej nie oznaczało to aprobaty. Ale zje zje. Dziś do kolacji dostanie sałatkę z fiołków. Znalazłam ją tu. Wykorzystałam do niej zarówno kwiaty jak i młodziutkie listki.


Składniki:
2 filiżanki kwiatów i młodych listków fiołka wonnego
2 łyżki oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
2 łyżki octu balsamicznego
1/2 łyżeczki musztardy bez cukru
1 ząbek czosnku
sok z 1/4 cytryny
skórka otarta z 1/2 wyszorowanej i sparzonej cytryny


Wykonanie:
Listki i kwiatuszki przebrałam, umyłam i wysuszyłam w wirówce do sałaty (dziś rano dostałam wirówkę od męża Trzaski i MUSIAŁAM ją wykorzystać). Ułożyłam zieleninę i fioletowinę w salaterce, posypałam skórką z cytryny. Z reszty składników zrobiłam dressing i polałam nim sałatkę. Voila! Pycha!


Przepis dołączam do akcji: